my instagram facebook pinterest we♡it polyvore filmweb


8 1 2014


GRUDZIEŃ 2013

.. 2 lata. Nie wiem jakim cudem, ale tak mówi niemal każda Matka. Tymczasem My, nasz listopad, największe szczęścia i spełnione marzenia. Post spontaniczny, między snem Mniejszości a Niemal Przedszkolaka, kaszą jęczmienną na zielono z boską wątróbką, a pancake`ami z gruszkami i jabłkami z babcinego sadu.














Przeprowadziliśmy
się do swojego ♥ Domu (piszę go z dużej litery, bo jak wszystkie Matki są
dla mnie bohaterkami dnia codziennego, tak i miejsce, w którym żyjemy
[i nie zastąpi go nawet cały świat ]) jest dla mnie godne wielkiej
litery. I mimo, że okna umyte słabo, bo szybko, na każdym rogu można
potknąć się o farbę / listwę / pudło "do wyniesienia, oddania, spalenia,
wysłania" (poza dokumentami - nadajemy rzeczom drugie życie) - robi się tu coraz ładniej.





To tu Figa zasnęła po raz pierwszy sama. Jako Człowiek Długości - pozbyliśmy się małej wanienki i z lubością chlapiemy się razem w dużej, tak długo wyczekiwanej wannie. Nasza "cinka" [dziewcinka, jak jeszcze niedawno mówił o niej brat] zauważyła tu kota, który jest przecież z nami od zawsze. Tu z lubością ogląda wirujące w pralce ubrania, nie daje utrzymać na przewijaku (tyle nowości), przeciąga sylaby i popiskuje.














To tu Michał - nauczył posługiwać się pędzlem, wodą i farbami (z pełną obsługą - odkręcaniem, zakręcaniem, wyborem kolorów, myciem fartuszka i kubka). Nocnik stał się jego pomocnikiem w stawaniu się "jak Tata", a duże łóżko bez szczebelków - zbliżyło do marzeń o dorosłości. Z pasją godną mistrza - nasz syn stawia wysokie wieże z Lego Duplo. Potrafi zająć się sobą sam, w sposób kreatywny, bez elektronicznych przeszkadzaczy (miesiąc temu miałam już te klocki oddać, a prezentowe farby odłożyć do pudełka "jak dorośnie"). Zimorodek zrezygnował całkowicie z kubków - niekapków na rzecz słomek i zwykłych, kolorowych kubeczków (polecamy te z IKEA, nadają się do robienia galaretek, kubka na farby, lubią się ze zmywarką i nadają nawet niedokończonym wnętrzom poczucia, że jest w nich życie), pierwszy raz przytulił się do swojej siostry.





Tu przeżyliśmy pierwszy pobyt jednego z naszych dzi

eci w szpitalu. Manio wrócił do życia emeryckiego, przechadzając się jedynie na balkon i w stronę kuwety bądź misek. Do tego miejsca wrócił Niedźwiedzi Ojciec bez gipsu, po dwóch miesiącach zwolnienia. Tu obserwowaliśmy pierwszy tegoroczny śnieg.









W miejscu, które widzicie na zdjęciach zrobiłam swoją pierwszą tartę w życiu. Pierwszy raz od bardzo dawna latte machiatto wyszło w wersji klasycznej, trzywarstwowej (zazwyczaj miało to miejsce w miejscach, którym oddawałam swój czas i uśmiech w zamian za wynagrodzenie). Tu po raz pierwszy stawałam na stołek, żeby zobaczyć czy dobrze wyglądam w danym ubraniu (jedynym lustrem w domu jest nadal to łazienkowe). Pierwszy raz mam możliwość sortowania śmieci, przyjmowania listonosza "u siebie" czy przygotowania domu na święta po swojemu. To zasługa Niedźwiedziego Ojca. I wiem, że nikt nigdy nie da mi tak wiele jak on. Najważniejszych ludzi na Ziemi (troje!) i Dom. Zwykłość? Kosmos.





A Wy? Uważajcie na wirusy. Po jelitówce x4 stwierdzam, że nic nas nie pokona.





O Panu, który jest Święty i istnieje nie tylko w rodzicielskich opowieściach dowiedzieliśmy się jakby dopiero dzisiaj. Mając roczne dziecko - nie przejmowaliśmy się tradycją podarunków dla człowieka małego, a już tyle rozumiejącego. Rok temu nie byliśmy "u siebie" i odliczaliśmy dni do odebrania kluczy do kreseczki i kółeczka. Dzisiaj wyjątkowość wieczoru - napięcia, podkładania podarunków (pomagamy zapracowanemu i przejedzonemu mlekiem i ciasteczkami, a mimo wszystko zawsze uśmiechniętemu Mikołajowi) - powala.



Siedzę u dzieci i chłonę zapach farby, ciepłego, zabieganego ciałka Michała i zbyt zmęczonego rżnącymi się jedynkami organizmu Figi. Kot towarzyszy mojej - zapewne za chwilę - przerwanej samotni. Powrotom do przeszłości i dziwności okazywania przez nas uczuć. Bo ja przed południem rzeźbię drugą tartę (tym razem to orzechowy camembert, szpinak i sos z gałki muszkatałej), a teraz Niedźwiedzi Ojciec - robi z Zimnym sushi. Kiedy dzieje się ważny dla nas dzień - gotujemy, składamy, lubimy spędzać czas przy garach. Będzie wesoło kiedy jutro obudzimy się z problemami gastrycznymi. I słodko, bo czerwony Pan w welurze i (skąd on je wziął) czarnych Timberlandach - zazwyczaj nie szczędzi słodyczy (ah, ah!).



Michał nie mógł uwierzyć, że skreślane na lodówce dni dopełniają swojego czasu właśnie teraz, a symbol puchatej czapki z pomponem oznacza prezenty. Szklankę z życiodajnym płynem i.. misie Haribo stawiamy przy balkonie. Jutro radość być może będzie taka, jakiej się spodziewamy, a może zupełnie inna (bo Tata jednak idzie do pracy, a poranki u nas nie należą do serialowych poranków modelowej rodziny 2+2).



Lubimy drobiazgi, handmade`y, kolory ziemi i prostotę. Starszy człowiek na pewno znajdzie wśród swoich podarunków książkę, suwenir z jego różową miłością i jej młodszym bratem oraz całą rodziną, cukierki dużo cukierków dla Michasia. Maluta - najmniej smaczny sok jaki przydarzyło mi się spróbować, czyli 4m+ marchew/jabłko. Lubi, wie o co biega z piciem z butelki (a tak się bałam..) i.. w zasadzie to jedyna rzecz, jaką na chwilę obecną można jej ofiarować. A my dostaniemy siebie. Dwa tygodnie (nadal budowlanego) urlopu, w którym być może zdarzy się jakiś jeden wieczór lub poranek przypominający nam, że skałą na której szczęście budują nasze dzieci - jesteśmy my. Wspólnie.



Ranki-poranki?



Michale,



wczoraj wyszliśmy na spacer tradycyjnie o tej samej godzinie. Nadal odkrywamy osiedle na którym przyjdzie nam spędzić sto lat uśmiechów i irytacji wspólnotą, która daje nam ciepło i bliskość. Nowy plac zabaw - jakby przypadkowo tam umiejscowiony i oczywiście pusty - porwał Cię mocno, nowościowo. Ledwo zamknęłam jego furtkę (nawigacja podwójnego wózka między kałużami ze śpiącym niemowlęciem jest jaka jest), a zobaczyłam Twoją piaskową twarz w naciągniętej na twarz czapce (spadła, zjeżdżałeś najprawdopodobniej na brzuchu) i rozkrwawioną, dolną wargą. Uśmiech w słońcu (proszę, abyś zawsze uśmiechał się do słońca, wystawiając do niego twarz) człowieka, który dla Twojej Matki jest numerem 1! Dasz wiarę, że człowiekiem z jedynką na koszulce i w sercu jesteś (między innymi) Ty? Mamoooo, nieeeee!



Z zadowoleniem wracasz z krwią na ustach w stronę domu. Zahaczamy o gołębi domek (chatynkę!) krusząc niezjedzony chleb z domu. Nie straszysz gołębi, uczę Cię mówić im smaczego i do zobaczenia. Lubisz ten punkt spaceru. Przewracasz się w trakcie dokarmiania skrzydlatych przyjaciół, leżysz chwilę na brzuchu obserwujesz. Podchodzi do nas pierwsza w naszym życiu Naprawiaczka Świata (klasyk).



co to dziecko tak leży? niech go pani podniesie! przeziębi się!

Matka jest ciepło ubrany.

ale leży w gównach gołębich! ubrudzi się!

mamy w domu pralkę.

ale.. nie wiem jak mam z panią rozmawiać!

nie musi pani.

ale.. no to do widzenia!

do widzenia.



Gdybym nie miała niedoboru realnych rozmów w codzienności, której jestem częścią - rzuciłabym jej dosadne, soczyste słowo, którego uczył mnie Wasz Dziadek (w razie niemożności grzecznego wytłumaczenia osobie która mnie zaczepia, że nie chcę z nią rozmawiać). A tu? Do widzenia.



O, mama robi tartę!

Maniu, kotom nie wolno wchodzić na stół!



Krew, kupy ptaków, galaretka rozsmarowana na nowej kanapie. Dzień pierwszy. Kolejny? Serek na poziomie jednego metra na całej długości łazienki (tak, jadamy tylko w foteliku, ale jak obydwoje krzyczycie, że głodni - zwyczajnie odpuszczam, jak najprędzej zaspakajając podstawę Waszych potrzeb). Trzy dwójki po kolei (Twoja siostra płacze). Kolejna tuż po rytuale mycia rąk, uczenia samodzielnego wycierania ich w ręcznik, nagradzania ulubionym . A mnie ogarnia nie początkowa niemoc (1-3 miesiąc życia Figi), a.. śmiech. Często siadam w miejscu, w którym akurat jestem i przypominam sobie słowa, że dana sytuacja nigdy się nie powtórzy. Często kończy się to wspólnym śmiechem, bo mój głośny, nieco groteskowy jest.. zaraźliwy. Kiedy zatem śmieje się Matka, śmiejesz się Ty. A od Twojego perlistego huhuhu niedaleka droga do najweselszej twarzy Twojej siostry.



Czyli trudności i największe szczęścia bliskiego, podwójnego macierzyństwa (jak wiele blogujących mam, a szczególnie z naszego miasta ma tak "blisko" dzieci!). A dziś w nocy - cuda. Życzę ich Wam i waszym dzieciom. Czystej podłogi bez niespodzianek i kilku minut względnego spokoju przy kawie, gazecie i rozmowie. A sobie? Wyjścia do sklepu bez asysty. Godzinki z najnowszymi płytami ludzi, których cenię w słuchawkach. I słońca. Takiego, jak dzisiejsze.



Mikołajkowy poranek. Pierwszy w naszym domu, pierwszy świadomy Zimnego. Wszystko udało się tak, jak sobie tego
wymarzyłam. Święty Mikołaj wypił mleko i zjadł serek, który mu
zostawiliśmy. A w zamian przyniósł piękne prezenty. Co tam się dzieje? Poleciał do innych dzieci, czyli radość nieskalana zawiścią, mądrość małego człowieka i widoczna w
oczach, pracująca wyobraźnia. Pierwsza opowieść o saniach, reniferach i
wchodzeniu przez komin. Dziwność bycia po drugiej stronie.



A dziś? Wietrznie. A my i tak na spacerze.











Zupa z jabłek i cebuli ze skrzyni - jak najbardziej (nasze akcesoria do gotowania już wylądowały u sąsiada w ogródku). Czerwony nos i wielkie szczęście, bo wysoko i można robić wszystko (nawet piszczeć, w końcu to też "dwór"). Własne lodowisko na balkonie i sen Mniejszej w sekundę od włożenia do dzisiejszego wózka.
A zajętym polecam - poza wpatrywaniem się w wirujący bęben pralki -
podobnie tańczące płaty śniegu w tak silnie naznaczone wiatrem dni, jak
ten dzisiejszy. I sen (dziecka) przychodzi niespodziewanie, i książkę (nie dla dzieci) można
pogłaskać po okładce.



Figa kręci się wokół własnej osi. Nowość dla nas. Michał w zasadzie z leżącego klocka (nie Lego Duplo) unoszącego głowę - przeszedł do pozycji siedzącej. A panienka - książkowo, tylko nieco za szybko: głowa, ręce, tułów, mostek, pełzanie do tyłu, a teraz karuzela. Zęby idą. Wydaje mi się czasami, że wleką się całą trasę za koleją transsyberyjską.



Grudzień to magia wzajemności. Przemyślanych drobiazgów, spotkań połączonych z często jedynymi w ciągu roku prezentami dla mniej-bliskich lub bliskich, którzy są daleko. Mam dla Was kilka propozycji kreatywnych, czyli z półki niedotykalskie / niepowszechne. Mimo zaskakującej (pozytywnie!) popularności, jaką zyskują ozdoby i produkty robione własnoręcznie (dosłownie!) ja mam swoje perełki. Hania, Ola, dwie Kasie, dwie Basie. Kategoria hadmade / creation:


❄ pracownia filcowa Kasi (mamy Helenki)


- kolorowe szaleństwo, moc pomysłów i fachowe wykonanie. Nauczycielka przedszkolna miała w sobie magię od zawsze. Helence zawdzięczamy fakt, że zechciała się nią podzielić.


❄ make-up`y Kasi


- codzienne, na specjalne wyjścia, nauka makijażu. Kolorowy ptak z równie barwną duszą. Ciepło i pasja. Zamówić możesz nie tylko dla przyjaciółki, czy mamy. Dobra inwestycja i fantastyczna przygoda. Kasia maluje pięknie.


❄ fabryka prezencika Basi (mamy Michała i Marcina)


- pomysłowe, kolorowe, z klasą. Wiele dobrego w niewielkich przedmiotach. Albumy, zaproszenia, bileciki. Może zamiast karty podarunkowej do sklepu, warto zamówić bilecik spokojna kąpiel w wannie, zabieram dzieci? Autorka na pewno ma na prezentację takowego drobiazgu mnóstwo pomysłów.


❄ kartki Basi


- cuda, które sprawiają, że uśmiech przywołuje nasze wspólne, przedszkolne lata. Basia wraz z mężem wyemigrowała do Londynu, ale.. na pewno zyskała, bo zajęła się tym, co wychodzi jej koncertowo.


❄ szopka bożonarodzeniowa Oli


- w moim domu nie było tradycji pieczenia i sklejania szopki. Ale może u Was? Wygląda fajnie i wprowadza nieco jasełek do domów. Frajda dla dzieci, a dziewczynek.. Ola ma ich w domu aż trzy!

Tak, tak.. poza właścicielką Fabryki Prezencika wszystkie te Panie znam osobiście (a niektóre kocham mocno jak siostry). Niektóre nawet bardzo długo. Ale, ale.. zwyczajnie, po ludzku polecam. Bo właśnie dlatego, że wiem jakimi osobami są - wiem, że pasja tworzenia to u nich prawda. A dodatkowe piękno może komuś sprawić moc przyjemności i ogrom grudniowej radości. Polecam. Z czystym sumieniem i zarumienionym sercem.



I tak, tak.. zapomniałam już jak wiele można czerpać z kreatywnego spędzania czasu ze swoimi pomysłami (z dziećmi staram się robić to non-stop), sam na sam z głową niezajętą posiłkami, sprzątaniem, higieną, spacerami, z których - poza przyjemnością przebywania na świeżym powietrzu - chcę, aby dzieci (głównie Michał) wyciągnęły naukę i wiedzę. Kiedyś wrócę do wszystkiego, co robiłam dawno temu w trawie.. Albo z lubością czepię się czegoś nowego.



Tymczasem szykuje się na pierwsze pieczenie pierniczków z moim większym pomocnikiem (nie, nie idealizuje obrazu zrelaksowanej rodziny przy pięknej, szerokiej wyspie), uśmiecham się do sosen za oknem. Wymalowuje kartki i próbuje znaleźć jakiekolwiek ozdoby świąteczne, które nie kłócą się z przedziwną ideologia nie wystawiaj, im mniej tym lepiej.





Ku pokrzepieniu :) FILM.




Jest środek nocy. Daje sobie godzinę, mimo że powinnam pisać co najmniej trzy. Czas dni wczorajszych, dzisiejszych, bliskich - jest mocny, obfity w wydarzenia, kolejne pierwszości, nas. Wiem, że zamierzone 60 minut nie będą mi dane, bo Lil po raz pierwszy oglądał dzisiaj pełnometrażowy film (z tysiącami przerw na wszystko, co interesuje go na co dzień), a Długa Panna Niema Pięciomiesięczna - powitała dziś pierwszą, przeźroczystą zapowiedź pięknego uśmiechu. Podsypia. Nadal nie śpi, uwierz.


Synu (mimo wszystko kochany ponad stan),


masz niespełna dwa lata a panie opiekujące się mijającymi nas dziećmi (o, idą psiećkolaćki!) pytają za ile chwil będziesz pod ich opieką. Buntujesz się, drzesz buzię, krzyczysz sprzeciwiając się ubieraniu na tak wyczekiwany i codzienny spacer. Sposoby próśb, gróźb, dziwnych kar wymyślanych na prętce (nie jesteśmy dobrzy w niedobre rzeczy). Siłowanie z Tobą jest bez sensu. Bajkowe zagadywanie, mówienie o planach, równoległym życiu najbliższych Ci dziadków i babć - nie działa. Niegdyś kojące nerwy spokojne nuty wydobywane z wnętrzości Matki z muzyczną przeszłością - denerwują, wzmagając emocje, z którymi zarówno Tobie, jak i nam - trudno jest sobie poradzić.


Piszą - przejdzie. Radzą - przeczekaj. A ja chcę działać, pomóc Tobie, sobie, nam. Klnę pod nosem na swoje niby-matkowanie, bo niejednokrotnie nie wytrzymuje. Znam dużo niecenzuralnych słów (wydaje mi się, że odkąd zostałam Matką - coraz więcej). Krzyknę błagając o uspokojenie. Raczej w powietrze niż do Ciebie, bo A. nie słyszysz (proszę, żebyś uspokoił się w pokoju dziecinnym, co pomaga i mnie) B. nie słyszysz (bo krzyczysz bardzo głośno. Modlitw też znam miliony. Potrafię szeptać pod nosem zagłuszając niereformowalne decybele małej buzi ozdobionej koralami białych ząbków.


Nurtują mnie Twoje emocje połączone z pojawieniem się na świecie siostry, przeprowadzki, nocnych nawoływań, chęcią poznania wszystkiego, dotykania, rozczłonkowania (klawiatury, bombki, guziki od zmywarki, kocia karma, kocia kuweta, wszystko..). Pozwalamy na dużo. Ciapiemy się w błocie, patrzymy na pierwsze w Twoim życiu decyzje. Dialogujemy z uśmiechem, ufnością. Nie zmuszamy. Dziwimy się często. I zastanawiamy się - kiedy przejdzie, czy uda nam się w spokoju przeczekać szumnie nazywany bunt dwulatka (odkryłam, że w literaturze istnieje też bunt 3-latka, 5-latka, i inne..) i - po prostu - czy wszyscy to przeżyjemy?


Mamo zaczekaj mowie!

.. co tam szukasz?

.. co robisz teraz?

.. jak znajdziesz portfel to pójdziemy do sklepu kupić dojrzałe mandarynki ❤


Córko (pierwsza, a [już] nie wiem czy ostatnia),


piekiełko ząbkowania to jakby moja conocność. Nie zajmuję tym głowy. Nie śpię, rekompensuje braki jedzeniem i patrzę na Ciebie nadal w zachwycie. Czas nie leciał mi tak prędko, kiedy Michał był mały. A nie dość, że on (mimo 104 centymetrów) nadal jest mały, to i Ty.. Długa, szybko rosnąca, spijająca nektar czasu z minut, które są nam dane. Jutro skończysz pięć miesięcy, a dzisiaj wyrósł Twój pierwszy płotek. Znajomy, przeźroczysty, wielki jak oko. I dziwny. Prawo-dolny. Ząb.


Historia jakby powtórzyła się po raz pierwszy (z Twoim Bratem powitaliśmy pierwszą zagrodę dokładnie w dniu ukończenia przez niego pięciu miesięcy). Wiem też, że wiele z nich jeszcze się powtórzy. I cieszę się, że jeszcze Cię mam. Bo Zimny niby pachnie jeszcze dzieckiem, ale to już końcówka. Nawet pieluszek już nie nosi, a majtosy asekuracyjnie na noc i - coraz rzadziej - na spacery. Jest dzielny, bo chce iść w kwietniu do przedszkola. Już to obgadał z paniami na spacerach. I wiesz? Jesteś dzielna jak On. Znosisz opóźnienia w karmieniu (ktoś przecież musi klaskać nad nocnikiem, a uwierz mi - nie jesteś ważniejsza od niego, zupełnie jak on od Ciebie), niejednokrotne wypróbowywanie na ile blisko można się do Ciebie przytulić (bardzo blisko), odbieranie Ci zabawek bezpiecznych i całkiem fajnych (ale jednak dla niemowlaka, nie starszego chłopczyka jak mamy zwyczaj nazywać Michała). A Twoje długie loki? Spokojnie, wycierają się regularnie, moja Słodka Manipulantko.


Dudki,


zauważyliście się. Waszą pierwszą, świadomą reakcją było - zaskoczenie. Figi, że można Cię dotknąć, Bracie. Michała, że siostra przygląda się na niego, uśmiecha i.. łapie za rękę. To ważny moment dla naszej rodziny. Rodzeństwo uwierzyło, że się ma, a my.. doznaliśmy olśnienia. Na pewno doznała go Matka. Szał, łzy, cuda. Być może znając z autopsji przedziwność kontaktów z bratem w dużej odległości w latach urodzenia, po raz pierwszy bardzo mocno ucieszyłam się z tego, że urodziłam Was rok po roku. Bo codzienność, wiadomo.. Najzwyczajniej nie jest najłatwiejsza.


Przez ostatnich kilka dni - po raz pierwszy spotkałam się z pochwałami na temat bloga - realnie. Miałam przyjemność poznać pierwszą miłość Waszego Taty (ciepła, pogodna, swoja), dłużej porozmawiać z żoną człowieka, z którym wychował się na jednym podwórku, a za pół roku będziecie mieli kolegę i koleżankę z bloku w postaci ich dzieci (bezpośrednia, szczera a nie przesadni miła, fajna). Realne odniesienia są zadziwiające i nieco zawstydzające, bo ktoś czyta, ktoś wie, ktoś lubi. I nie są to zwyczajne ktosie. To ludzie, którzy wpajają w moją głowę: pisz. Warto. Robisz to pięknie.


&


Noszę się z zamiarem adresu .pl, podzielenia listów - formy, która najbardziej mi odpowiada i notek niezwiązanych, spontanicznych, rodzicielskich. Jeden adres, dwie podstrony. Wszystko z czasem. Teraz za dużo się u nas dzieje.


Co robię z ubraniami "po dzieciach"?


Po Michale - od urodzenia (to już dwa lata!) pakuję w próżniowe torby z oznaczeniami miesięcy, w jakich używał ich nasz syn. 0-3, 3-6, 6-9 nosi już Figa, reszta czeka (i cały czas dopełnia się) ukryta pod łóżkiem żołnierza rosnącego wraz z naszą miłością do niego. Rzeczy typowo chłopięce (militarne skarpety, czapki warszawiaków z Pragi, toporne buty, męskich jeansy) - szybko oddajemy bliskim nam małym kawalerom.


Po Idze - wszystkie pierwsze sukienki i rzeczy, z których zdobycia jestem wyjątkowo dumna - powędrują w świątecznej paczce do oczekiwanej również przez nas Zosi. Inne - kładę uprane i wyprasowane - obok śmietnika w dzielnicy cudów, w której ostatnio zamieszkaliśmy (znikają z prędkością światła, a ja wyobrażam sobie minę jakiejś szczęśliwej kobiety i sama uśmiecham się nie tylko pod nosem).


Dlaczego pierwszy raz odkąd wyprowadziłam się z rodzinnego domu nie zrobiłam kartek handmade?


Nie tłumaczę się oklepanym i nadużywanym przez WSZYSTKICH brakiem czasu. Ja realnie go nie posiadam. Twarde płatki, które lubię w zimnym jeszcze mleku - do południa nasiąkają tak, że zazwyczaj nie mam ochoty ich jeść. Mój Mąż gotuje wybornie, ale szybkość pochłaniania nawet ulubionych hinduskich specjałów - nie równa się z dawnym, spokojnym konsumowaniem połączonym z konwersacją. Nie mam czasu robić, ale.. staram się wybrać najfajniejsze, nieoklepane, w tym roku anglojęzyczne, ale.. urocze. Ręcznie wypisane adresy, osobiste życzenia. Tyle w tym roku mogę zrobić. Liczę na to, że może jeszcze nie wielkanocne, ale kolejne bożonarodzeniowe będą już.. bardziej moje.


A na koniec.. MÓJ PIERWSZY RAZ ♡☕☔⁂


Tak, tak, tak - wyszłam bez asysty. Szczęśliwa, wypachniona, swobodna (wyłączając głowę, chociaż i tak myślę, że przy drugim dziecku jest lepiej niż przy pierwszym). Przygotowana dzień wcześniej, zaprzyjaźniona odpowiednio wcześnie z laktatorem, przygotowanym strojem, niematczynymi tematami w głowie. Wyszłam. Pobiegłam. Ale, ale.. pierwsze wyjście po miesiącach w liczbie 7-miu (pięć Maluty + dwa ostatnie przeleżane z zaleceń lekarskich), czyli o czym zapomniałam zmieniając otoczenie:

❄ kiedy szukasz portfela i myślisz, że go zgubiłaś - nie blokuj kart i dokumentów od razu. Nie szukaj go tuż przed wyjściem, psując sobie tym samym nastrój. Znajdzie się. Znasz siebie, znajdzie się - jak nie jutro, to za miesiąc. ✘


❄ nie ufaj komunikacji miejskiej. Autobusy w mojej nowej dzielnicy w zasadzie nie znają rozkładu - na jedyną linię, która łączy mnie z centrum (obrzeżami) czekałam.. godzinę i piętnaście minut. ✘


❄ sprawdź wcześniej trasę (...). Mieszkam obecnie w miejscu, gdzie tiry i inne oświetlone jak autobusy pojazdy mają swoje (o wiele dłużej niż) pięć minut - w niedocenianych nawet przeze mnie godzinach szczytu jechałam do centrum.. 40 minut. ✘

❄ umawiaj się w dni, w które nie jest nieprzyjemnie chłodno, nie pada śnieg z deszczem (podpunkt - najlepiej w ogóle się nie maluj). ✘

❄ nie dzwoń. Oddzwaniaj, jeżeli dzielny opiekun Twoich dzieci szuka podpowiedzi (nie wsiadaj w taksówkę i nie leć na łeb na szyję. Po prostu oddzwoń. ✔

❄ nie zachowuj się jakbyś wyszła z więzienia. Przez czas, kiedy niejednokrotnie na własne życzenie (chęć kontrolowania wszystkiego, niechęć do laktatora, obawy ze wszystkich stron świata) uziemiłaś się w domu - wiele zmieniło się w Twoim otoczeniu. Zarówno Ty, jak i ono - nie staliście w miejscu. Więc.. spokojnie włóż nowy bilet do całkiem nowoczesnego kasownika (sprawdź bilet, skasuj, kliknij), nie krzycz widząc elektroniczne przystanki, nie potykaj się widząc nowe szyldy i nie pij ulubionej, mlecznej kawy dwoma haustami. ✘

❄ ciesz się powrotem do domu. Podziękuj Najwyższemu (kimkolwiek jest w Twoim życiu) za wszystkie dobra, bo.. możesz ogarnąć myśli idąc sama, a taka okazja długo może się nie powtórzyć. A dziękować warto. Zawsze. ✔

❄ rozczul się. Bo starszy, mały człowiek w jego-Twojej ulubionej piżamie, a młodsze śpiące spokojnie w pokoju dzieci, dziecko - pachnący przyprawami dom i prawie sprzątnięte areały - to powód jedynie do takiej reakcji. Wielkie szczęście. Wielkie cuda. ✔

Kolejna noc? O Matce nieco więcej, wymarzonych prezentach dla własnych dzieci i.. świętach na Wschodzie.




Matka.



Pierwsze M, bo wszystkie najlepszości jej życia zaczęły się właśnie w niej. I marzenia, i mieszkanie dla pierwszego małego człowieka. I Michał, i Figa, i wszystko. Mag. Magdalena. Nie Magda. Prima Aprilis roku Czarnobyla. Od czterech lat żona, od trzech właścicielka, od dwóch Matka, od pięciu miesięcy (15.35!) - podwójna. Z wykształceniem muzycznym, pedagogicznym, fotograficznym. Z tytułem magistra i technika. Z serca - baristka, z wieloletnim doświadczeniem. Nadal szukająca. Przeszczęśliwa. Doceniająca to co i kogo ma. Kreatywna racjonalistka. Obrońca praw zwierząt z wysoką potrzebą kontroli. Z źródeł tu i teraz - pierwszego bloga założyła w 2002 roku (człowieku!).






/zdjęcie - Katarzyna Mitrut, robione dosłownie parę dni temu, a dziś.. po raz pierwszy od ośmiu lat Matka ma grzywkę, czyli nieaktualne, ale.. bardzo je lubie [ - jak wyglądam? - jak Sophie Marceau. - o, o to mi chodziło./



Wino, sok pomarańczowy, kawa - no milk no sugar. Cały artykuł lub rozdział - synonimem luksusu. Kilka bluzek na krzyż. Wysoki kok, wygoda. Paznokcie krótkie, przydziecięcio-higieniczne, ale nigdy bezbarwne. Spokój ducha. Szybkość reakcji. Pedantyzm, kolory Ziemi. "Tylko nie włączaj nic o jedzeniu i szpitalach" :)







Marzenia.



Mam ich multum. Lwia część dotyczy dzieci. Na codzień nie mam kiedy zastanowić się nad swoimi. W chwilach boskiej, niezastąpionej niczym ciszy - przypominają mi się te, które nadal pragnę zrealizować. Fotograficzne safari w Kenii, powrót do jazdy konnej (zapach łajna zmieszanego z sianem!), wydanie książki. Jeżeli chodzi o dzieci to plano-zachcianek jest tyle, że moja zmęczona głowa nie przetwarza ich na bieżąco. Ale skoro idzie gwiazdka..



A. DLA MAŁYCH CIAŁEK


☃ porządne kołdry (rozmiar - do łóżeczka standardowych rozmiarów, - do dużego łóżka dużego chłopca). Dzieci początkowo spały pod kocami, teraz Lil zasypia pod piękną (ze względu na wielobarwne poszewki) kołderką. Najcieńszą, jaką widziałam pośród dzieci, które odwiedziłam (hartujemy, nie przegrzewamy!). Działa, ale.. Babcia Hania wmawia, że dzieci kołdry porządne powinny mieć. Także Gwiazdko?


☃ smoczki 6+ do butelek NUK i Avent. Z tymi firmami (zupełnie inaczej niż Michała) związałam Igę od wcale nie początku (ssak mający ząb to.. , ale nadal karmimy się i chwalimy sobie tę formę). Zacznie się kasza manna, kolorowe wynalazki z reklam (dobieram z doświadczenia, dobrze być matką nie po raz pierwszy), więc.. zmieniamy smoczki w butelkach, które do tej pory były użyte trzy razy. Ale wszystko zgodnie z harmonogramem. Ufam specjalistom mając swój rozum. Pokora przemawia przez moje odbieranie rzeczywistości DLA DZIECKA. Dużo czytam i mam całkiem duże, pierwsze dziecko, więc.. wiem co dobre dla Dwójeczki.


☃ produkty J&J / Mixa. Z opinii znajomych rodziców - najczęściej uczulające. My używamy ich niemal od początku i bardzo je sobie chwalimy. I opakowania, i niedrażniące zapachy, i wspomnienia własnego dzieciństwa. Ktoś pamięta, jak - jedyny wtedy produkt J&J - oliwka w latach 80-tych była luksusem w łazience?



B. DLA NIESKALANYCH CHCIWOŚCIĄ DUSZYCZEK




☃ wszystkie wydawnictwa, które wymieniam poniżej (!). Mam wrażanie, że posiusiałabym się pod naszą pierwszą choinką, gdyby dzieci dostały te książki.


☃ dywan. No fajna ta folia malarska jako mega skrzyżowanie (również turbinowe), ślubny, prezentowy koc (w końcu się przydał) jako ocieplacz pup i brzuchów w trakcie zabaw (O! Jest plac zabaw! Idziemy układać! Idziemy budować!), ale.. zwyczajnie marzy mi się dywan. Kolorowy, miękki, bez grubego włosia. Dopełniłby przytulność, jaką zbudowałam światłami, drobiazgami i nienachalnością połączeń on-ona.


☃ zapewnienie o śniegu (dzisiaj kupiliśmy sanki, a widząc zachowanie Zimnego - myśleliśmy, że pewnie zawlecze je do łóżka i każe czytać im i śpiewać) i słońcu jednocześnie. Żeby dobrze się lepił, i długo nie zapadał zmrok.



Michał.



Większy z Moich Małych Ludzi. Kosmos. Za chwilę będzie obchodził drugie urodziny, więc.. Też mam kilka marzeń. Z pokornych i ciągle wnoszonych do niebios próśb - więcej zdrowia, przynajmniej parę chwil przesiedzianych w spokoju (i jednym miejscu), szybko zakończonego procesu ząbkowania (zostały 3!), szybkiej rezygnacji ze spacerowo-sennych majtosów (to z kategorii - dla Matki i budżetu domowego). Z materialnych, niecodziennych przyjemności - jak najwięcej gości z jajami niespodziankami, misiami Haribo, misiami Lubisiami (polecam przepis na domowe!), sokiem z marchwi i.. gorzką czekoladą (nadal). A z takich zachcianek typowo książkowo-zabawkowych, poza powyższymi?


☺ nieśmiertelne Lego Duplo. Moje uwielbienie do zwierząt (kształty, opływ, barwy) jest proporcjonalne do zadowolenia z każdego nowego ludzika w oczach Lil. I aukcje na Allegro (konie za 4 zł), i przyjmowanie (rozpowszechnione wśród wszystkich znajomych i całej rodziny) po starszych dzieciach ulubionych klocków naszego syna. Więc Lego. Lego nigdy za wiele!


☺ magnetyczna kostka. Pisałam o niej gdzieś wcześniej, a nasza najzdolniejsza z kategorii filc ciotka - umie ją uszyć. Jeden z supermarketów miał ją w świetnej cenie. Przegapiliśmy, tralala.


☺książki, które sami kupiliśmy naszym bliskim dzieciom (Mapy), czytaliśmy w dzieciństwie (Beatrix Potter), te, które wszystkie blogerki dawno dostały, kupiły i opisały, a mnie zafascynowały w Empiku lub u kogoś. Chilli, czyli: Niebieska niedźwiedzica, Chłpopiec i Pingwin, Europa pingwina Popo, Kubuś idzie do przedszkola, Pomelo ma się dobrze pod swoim dmuchawcem, Psie życie, Róźnimisie. To takie największe marzenia. Bo Michał bardzo lubi, jak mu się czyta, a my.. czytać uwielbiamy. Każda z tych książek jest po prostu pięknie wydana i cudnie byłoby ją mieć w powiększającej się biblioteczce naszych dzieci.

A na nas czeka sprzątanie, ozdabianie, wysyłanie i.. pierniczki! Jedna z nowych tradycji naszej piątki. Bo Kot też się liczy. Ze względu na wiek i rozmiar - wcale nie brat mniejszy, a powiedzmy.. podstarzały, złośliwy staruszek. Życzymy Wam śnieżnych przygotowań! Zostało 10 dni do świąt. Z Malutą spałyśmy dzisiaj w nocy 1 h..




To, że musiałam zalogować się podając pełne dane kazało przypomnieć mi kiedy ostatnio pisałam. Dawno. Zupełnie dawno. Tak samo dawno, jak wybierałam ze spokojem karty i papiery prezentowe, ozdabiałam, stroiłam. Rok rocznie włączałam bardzo już świąteczne nagrania i cieszyłam się chwilą pakowania prezentów jak mało którymi w roku. W 2013 było ich multum, a dzisiejsze pakowanie prezentów.. Między karmieniami Figi, niezadowolonymi brakiem uwagi krzykami Zimorodka, ostatnio nasza norma. Marzę o piszczącej w głowie ciszy. I obejrzeniu pełnego filmu (na raz!) w którym nie występuje Mike Wazowzky ze swoim niebieskim przyjacielem. Ale to kiedyś się stanie. Teraz masz taką rolę, jutro całkiem inną. Taka jest potrzeba. Właśnie taka jest potrzeba. Zatem z zapałem przewijam, udaję Peppę, uczę się układać ręce tak, aby dawały konkretne cienie na ścianie (POLECAM!), dzielę uwagę na sto i staram się ogarnąć podarunki w sposób jak najbardziej staranny, mimo że - zupełnie jak tegoroczne kartki - ani jeden nie wyszedł z pod skrzydła moich rąk.



Ale! Dzieci dostały dziś prezent od którego popłakała się Matka, Letnia mało nie wepchnęła go w całości do ust (ślina, żeby, filc!), a Michał.. Z zainteresowaniem oglądał każdy element siedząc (w jedym miejscu!) na swoim łóżku. Aby nikt mu nie przeszkadzał. Studiował kolory, fakturę, litery. Po raz pierwszy widziałam go takiego, a siebie.. po raz kolejny tak durnie wzruszoną. Bo kiedy ktoś robi coś dobrego / pięknego dla Twoich dzieci, myślę że reagujesz podobnie. Czyli kolejny raz polecam: FILCOWĄ PRACOWNIE KASI. Nasze świnki wyglądają jak fabryczne, a przecież w środku wdzięcznego dla utalentowanych rąk twórcy materiału - jest więcej serca, niż moglibyśmy sobie wymarzyć. A my w zamian - na szybko, ale szczerze pisana kartka. Jest mi wstyd. Po ludzku.









Michał dostał swoje groszkowe kolorystycznie imię powieszone między Peppą a Georgem, Iga - fioletowe cacko Richarda i Edmunda (mamo, to jest Meum, nie Edmund!). Filcowe cuda zostaną obfotografowane, ale - jak wszystko - kiedyś. Mogę tylko powiedzieć - zarówno twórcy przygód różowej przyjaciółki naszego syna, jak i innych bajek - powinni znaleźć Kasię i zamawiać u niej gadżety z serca. Pomysły, cuda, piękności!






/weheart.com/




Dzieci,



dzisiaj Babcia Hania po raz ostatni poszła do pracy. Pół roku temu zapytała mnie, czy będzie mi potrzebna. Nie chciała przechodzić na emeryturę w określonym dla niej czasie. Lubiła swoją pracę, personalnie, logistycznie. Zgodziłam się, mimo że tak planowaliśmy Przywitanie #2, żebym mogła zająć się noworodkiem przy jednoczesnej pomocy przy Starszaku Waszej Babci. Ale poradziliśmy sobie, teraz z przyjemnością patrzę w przyszłość, bo od 1 stycznie - w razie potrzeby Babcia po prostu będzie.



Zastanawiam się nad prostą kwestią. Matka Waszej Matki przepracowała w jednym miejscu.. 40 lat. Zaczęła tuż po pierwszym etapie studiów, kończy pracę jako ponad sześćdziesięciolatka. To 2/3 życia! To całe mnóstwo powtarzalnych dni, godzin wstawania, wielu wykonywanych zajęć. Praca odpowiedzialna i nielekka (nie dość, że ze sprzętem to i studentami), a mimo to sprawiała Babci moc przyjemności. Wielkie pożegnanie, feta, najbliżsi współpracownicy, władze uczelni. A Waszej Matce śni się pani z telewizji, która mówi, że się migam, że to moje doświadczenie zawodowe takie nijakie (liczę - 8 lat bez przerwy, z 28-miu przeżytych) , że jeszcze dwoje dzieci, dziwne studia, po drodze studium fotograficzne, dużo kursów, po co, na co, jak nie ma do czego wracać obecnie. A ja zamiast buzię otwierać - stoję jak wryta. Może pani z telewizji ma rację. I dlaczego widzę wypadek samochodowy, który spowodowałam po tej rozmowie sto razy. Na ekranie własnego telewizora. Miesza się - realne wnętrze mieszkania, z wytworzonymi w wyobraźni sytuacjami. W lipcu kończę urlop macierzyński. I nie wiem, kiedy minęło pięć miesięcy (znowu!).



Świątecznie? Zostało pieczenie pierniczków, zakup i ubieranie choinki (być może jak co roku zostanie po prostu pachnąca i ubrana w białe światełka, których nie udało nam się rozplątać). Kupno śledzi i sporządzenie zalewy podstawowej (olej / ocet), prasowanie pięknych (i czystych przez pierwsze trzy minuty) sukien, sukieneczek, koszul i.. koszul w mniejszej od XXL wersji).



Masz dwa ząbki, szanowna koleżanko.



A Ty - Draniu, Hyclu, Psotniku! - doprowadzisz nas do szału, a potem do śmierci łaskotkowo-słowotwórczej. Taka ładna dziewczyna, aż grzech się tak denerwować!



Matki! Siły na święta. I niewymagających teściowych. Żeby dzieci zmęczyły się szybko i od wrażeń poszły spać nie licząc na - cowieczorne - sto procent, które dostają od Was. I luzu, którego mnie samej bardzo brakuje.






Będzie trochę goryczy, bo nie trzymam zadr w sercu. Czyli jak polegać na kimś i.. zostać niemal z niczym. Wskazówki?



1) Nie zrób zakupów tak, jak zwykłaś to robić - dwa tygodnie wcześniej. Zostaniesz bez mąki, jajek, przypraw. Tym samym obiecując dziecku pierniczki (Wasze pierwsze) - zostanie Ci tylko przepraszanie malca i wyrzuty sumienia (bo najprawdopodobniej dziecko zapomni o tym za chwilę, a Ciebie będzie gryzło - wychodzisz bowiem z zasady, że obiecując coś swojej latorośli - należy to po prostu spełnić).



2) Nie szukaj stojaka na choinkę wcześniej, poleć to innej osobie. W rezultacie cały weekend spędzisz w samochodzie z dwójką dzieci z przerwami na sklepy, gdzie i tak wszystkie zielone plastiki (fe!) są już wykupione.



3) Pakuj prezenty w dzień (głu-po-ta!), prosząc o dwadzieścia minut opieki nad dziećmi (wszystkimi, na raz). Zobaczą kolorowe papiery, wszystko rozwloką - karmiąc się wstążkami i z radością ganiając z kotem po mieszkaniu, połowa wyląduje na podłodze. Na opis czasu nie starczy. Po kilku dniach możesz się tylko domyślać co było dla kogo.



4) Zapomnij listy zakupów z domu. Nikt inny nie zainteresuje się, by ją sprawdzić i kupić to, co jest potrzebne, a nie tradycyjnie kupowane na święta (przecież nie robisz Wigilii u siebie). Ciesz się, jeżeli w okolicy masz mały sklepik lub kogoś, kto zrobi te zakupy za Ciebie.



5) Nie zamawiaj śledzi (zwyczajowo) wcześniej. Zdaj się na słowo osoby, którą o to poprosiłaś, że śledzie będą na bieżąco. A potem zdziw się, że nie ma ich w lodówce nawet dzień wcześniej. Wigilia bez śledzia zawsze spoko.



6) Zostań po całym dniu z dwójką bardzo małych dzieci (ponownie) sama. Nastaw się na ubieranie choinki - reklamowe, z muzyką w tle, uśmiechami. Niech jedno głośno, piszcząco ząbkuje (na ręce!). Drugie - tłucze bombki jedna o drugą, nazywając je gąbkami. Lampki nie będą współpracować i nie będziesz mogła znaleźć żadnych rękawiczek, żeby obsadzić drzewko. Uwierz.



7) Przygotuj dla dwóch rodzin opakowania na prezenty, opisy, wymyślne karteczki. Dzień przed Wigilią okaże się, że zostały kupione inne, a prezenty już w nie opakowane. Wcześniejsze możesz sobie wsadzić w pupę. Szczególik.



8) Kilkanaście godzin przed uroczystością nie posiadaj wiedzy, gdzie ją spędzicie. Dla osoby kontrolującej rzeczywistość - dramat. Nie! Kolejny szczególik.



* Jeżeli żaden z tych punktów nie jest Ci znany - całuj sprawcę wszystkich dopiętych na ostatni guzik spraw (siebie chwal) i ciesz się, że nie dotyczy Cię ani jeden z podpunktów.








/biało, lżej niż zwykle, siostrzanie-bratersko, szykujemy się/

Figo,



dwudziesty grudnia roku, w którym się urodziłaś. Budzimy się zwyczajowo, nadal leniwie, Tata jest na urlopie, świąteczna przerwa od pracy, nieziemskich obrotów w głowie. Z zadowoleniem przekręcasz się na brzuszek, latasz, kręcisz się, śmiejesz. I jest novum gaga, dada, tata tata tata ta! PIERWSZE ODGŁOSY burzy, całej Ciebie. Już dwie buzie nie zamykają się w naszym domu. Z uśmiechem patrzę w przyszłość, moja Mała Kopio. Przed dwoma chwilami się urodziłaś, a masz już dwa zęby. Przed momentem robiłam Ci pierwsze zdjęcie, a teraz gaworzysz jak sroka! Gie, gie, gie, różnie, ale głównie TATUJESZ. A ja śmieje się w głos. Dziwność sytuacji. Po raz drugi, ja jak chleb, ojciec jak tort.





Ga! Go! Gu! Dadadada! Tata tata TATA TAAATAAA! Bziiii. Gziii. Gru. Uaaaa. AAAA! Phiiiii. Siiiiii. Gri gri gri gri. Uauaua!



Czekam na więcej. Wiemy już, że będziesz operatorem rangi własnego brata. Obyś gadała tyle samo, albo więcej. Ścigajcie się w słowach, ćwiczcie wzajemnie synapsy, wielkie głowy przyszłości. Tyle nowości wnosisz do domu i tak pełnego dźwięków. Gri-gri Gryzeldo Gryzikruszko. Beatrix Potter czeka!











Mój Wielki - Mały Chłopcze,




nie lubię naszej nowej dzielnicy, swojego stosunku do ludzi, z którymi chciałabym być blisko, z uśmiechem, zagadać (zwyczajowo), amerykańsko uśmiechnąć się do nieznajomego. Stare osiedle, które pełne zawiści i analfabetyzmu (dzielnica przemysłowa) - gasi moją wiarę w Waszą dobrą przyszłość. Bo nadal pozwalam Ci być całym w błocie (jest dzień przed Wigilią, a ciepłe powietrze muska Wasze zalane katarem nosy), przewracać się na zamarzniętej kałuży jak długi (Twoje zdziwione oczy - bezcenne!). Malować kredą swoje buty, spodnie, otoczenie przedniego miejsca w podwójnym wózku, które dzisiaj przykładowo było puste osobowo, za to całe żółte.



Dokarmiamy gołębie jak sto lat temu na Czechowie i pięćdziesiąt na Czubach, nosimy im niezjedzone kanapki, niedokończone biszkopty. Radujesz się podobnie jak ja - witając się z ptakami. Początkowo grzecznie, końcowo - ganiasz je z dwoma patykami w ręku (gdybyś miał więcej rąk, pewnie wlókłbyś za sobą całą wierzbę lub dąb..), piszcząc w niebo głosy. Kobieta z dwoma chłopcami, która wrzasnęła do Ciebie cicho, gnoju (!!!), może nie wie, że niemal permanentnie trzymasz się zasady w domu nie piszczymy. Kiedy tylko wychodzisz z klatki pozwalam Cie i krzyczeć, i piszczeć, i wszystko. Zachęcam Cię do nieokiełznanej radości, niezadowolenia, pędu, którego nigdy poza dzieciństwem nie doświadczysz. Pan, który z bezpiecznego okna swojego parterowego mieszkania miał czelność wrzasnąć do mnie jaki dranny! Wpieprzyć mu w dupę! być może pamiętał jeszcze pierwszą wielką wojnę, a zapomniał twarz swojej - jak mniemam - kochającej i nie bijącej matki. A Ty (dla mnie - tylko, dla Pana - aż) z premedytacją wszedłeś w wystawioną dla gołębi wodę, sekundę później psiepjasiam gołąbki - pijcie sobie! próbowałeś zebrać ją z trawnika z powrotem do miski. Staram się, zabraniam, kształtuję - a kilka słów może popsuć nam spacer. Przestraszyć Cię wcale nie ze skutkiem zamierzonym przez Panią/Pana. A mi dać kolejny sygnał, że nie będzie wokół Was wielkich swobód, a ograniczenia sięgające zenitu. Wszędzie.







/Dziadek z ukochaną Atmą + nasz Michał, fot. Tata/



Grudzień stoi pod znakiem wspólnoty. Michałowe podawanie wszystkiego siostrze, pomoc w pielęgnacji, ostrzeżenia, że czegoś my - rodzice - nie pozwalamy - rozszerzyło się na tyle, że weszło w codzienność naszej rodziny. Czas przedświąteczny każe naszemu synowi powoływać się na stopień grzeczności. Jak będziesz niegrzeczna nie przyjdzie do Ciebie Mikołaj / Gwiazdka. Iga dostaniesz rózgę! Nie płaczemy - gugugu! Iga nie płacz, to tylko pan sąsiad robi remont! Proszę, smoczek. Nie rzucamy zabawkami! Gegege, nie bój się Iga! Matczyne policzki zazwyczaj niewytrzymują prze-ciekawych obserwacji i pozwalają sobie na gromki śmiech. Często - jeżeli zdanie jest nowe i złożone - śmieje się całe moje ciało. Aż do bólu ślinianek, brzucha, całej twarzy, tułowia. Posiadanie dwójki dzieci, które nie tylko się widzą, ale czują (dotyk, wspólna kąpiel) to odkrywanie nieznanego. Bo niby (niemal) wszyscy mamy rodzeństwo, a nie pamięta się pierwszych kontaktów. Więc piszę, i pisać będę. Lubię wracać do liter, Nowy Rok nie przyniesie nic nowego w tej materii. A spacery to teraz bajka? Bo Figa jeździ już na nieco uniesionym, nadal tylnym siedzeniu (ja tu siedzę! ja kieruje!), ale poza snem - ogląda. Poza ciemnym dachem naszego Podwójniaka widzi też obłoki, czuje wiatr jakby bardziej. I dzięki temu smoczki pozostawiły w naszym życiu jakby kolejny etap. Tylko zasypianie w dzień i to rzadko. Bo zęby, bo Dentnox i smoczek = sen w pół minuty. Szybko. Kolejny raz za szybko.









Finalnie - z wielką radością w sercu, odbijającą oczekiwania i nastroje własnych dzieci - życzę Wam (rok rocznie) ŚWIĘTEGO SPOKOJU, smacznych i tylko tych chcianych spotkań i rozmów, dużo dozwolonych grzańców (w tym roku po raz kolejny pominą mój organizm - Gryzelda to nadal gatunek ssak domowo-wyjściowo-nocny). Leżenia i lenienia się (nie znam) i piękna w czystej postaci (wybierz, jaką Ty lubisz naj). Granatów, czerwieni i złota. Siebie prawdziwie. I przełamywania konwenansów. Braku sztampy, aniołów i dobra. No, i żeby dzieci spały jak najdłużej.



- Niedźwiedzia Matka (to ta większa z wozów na Twoim niebie).



P.S.



Działamy już na niedzwiedzieci.pl ! :) + :) :)




Trululu. Święta? Zwyczajowo nie miałam kiedy się najeść, jak wariat cieszyłam się z nowych postaci i zwierząt Lego Duplo Michała. Wreszcie poczułam, że mam dziecko-córkę i wiem już, jak dobrze jest wracać po całych dniach goszczenia się do siebie.



Miesięczne podsumowania - błyski będą kolorowe. Jako jedyne tu. Dobrego końca roku!





















P.S.

Czy któraś z Was nakładała cukrowy opłatek na tort? Kiedy, jak, tutorial, rady?




MATKI, OPIEKUNKI, KARMICIELKI!



Jest zdrowa jak rydz, niealergiczna, żywa, słodko łakoma i zaraz kończy pół roku. I mimo, że to nasze Drugie Szczęście - szukamy mleka, by wspomóc Matkę. Przez rok zmienia się tysiąc spraw, nowości, różności. Polećcie, wpiszcie Wasze doświadczenia, zadowolenie, czego nie polecacie?



Modyfikowana mieszanka. Rady porady?

Czekamy u schyłku roku.



A u nas:














Refleksje końca grudnia rok rocznie zadziwiają mnie i wzruszają do granic. Odkąd mam dzieci - mocniej i głębiej. Dotykają, pukają w ramiona - delikatnie, słodko. Ten rok był najlepszy w naszym życiu. Drugi rok życia Najbardziej Uśmiechniętego Chłopca Świata, narodziny Drugiego Marzenia, przeprowadzka do Naszego Domu (po dziesięciu miesiącach u Dziadków Niedźwiadków). Myślę, że nie będziemy przeżywali już tak intensywnego i dobrego roku.





Był męczący jak żaden. W połowie - z mniejszym dziecięciem przy piersi - oduczałam większego przyjaźni z pampersami. Średnio. Chwilę później Niedźwiedzi Ojciec uległ wypadkowi, tysiąc dni na zwolnieniu, wiele niedogodności. I remont, i wszystko, i początek listopada. Wiele małych rozstań i miliard sekund bez siebie. Pierwszy szpital Zimorodka, dwie jedynki Letniej. Najcieplejszy grudzień w moim życiu, grzywka, doświadczenia podwójnej matki, dobre emocje. Moc przekonań, że jednak nie dam rady wychować ich na dobrych i szczęśliwych ludzi, doświadczenie karmienia piersią i zdziwienie, że dopełnienie wymarzonej od lat rodziny stało się tak szybko.




Wspominając..





































Życzymy Wam tego, czego sami sobie życzycie. A nam życzcie zdrowia.





Michałowi - dostania się do przedszkola i dogłębnego, codziennego przekonania, że jest nie mniej ważny od swojej (nadal przecież bardziej uzależnionej od Matki) siostrze. Wyzbycia się kataru, który jakby ostatnio w ogóle nie chciał go zostawić.





Idze - wysypu zębów, który nie rozciągnie się w czasie. Jakichkolwiek sukienek w szafie i pójścia w masę, a nie długość (zakładamy już ubranka 9-12, reszta jest za krótka lub nie dopina się w kroku). Odektkania kanalików łzowych, dłuższego snu.





Ojcu stada - lepszych warunków pracy. Głównie jednego ;)





Matce - czasu. Dobrych


- mag. Link komentuj (0)